MIGAWKA: Plątanina kabli w Bangkoku

P1010916
0 Flares 0 Flares ×

Jak myślicie, co najbardziej zaskoczyło nas i przyciągnęło naszą uwagę tuż po przylocie do Bangkoku? Przepiękne świątynie? Ogromne wieżowce? Kontrast między biedą, a bogactwem? A może koszmarny upał?

Nic z tych rzeczy. Najbardziej zaskoczyły nas kable! Kilometry kabli wiszących nad chodnikami, ciągnących się w poprzek i wzdłuż ulic.

Niesamowita plątanina przewodów elektrycznych wisi dosłownie wszędzie, zasłania każdy widok i wprasza się bezczelnie na każde zdjęcie robione w Bangkoku. Wszystkie kable elektryczne poprowadzone są ponad ziemią.

Często zdarza się, że coś zerwie kable -  na przykład wichura albo przejeżdżający ulicą zbyt wysoki pojazd. W takiej sytuacji mieszkańcy natychmiast podejmują akcję naprawczą -  wspinają się na słupy po babmusowych drabinach i przepinają kable, tak, żeby doprowadzić prąd do swojego domu. Przy słupach wiszą zapasowe zwoje przewodów – w razie nagłej awarii można szybko zareagować. A każdy mieszkaniec Bangkoku jest domorosłym elektrykiem i potrafi naprawić swoją własną linię napięcia. Co z liniami sąsiadów? Cóż, oni też są elektrykami :)

Dla Europejczyków takie rozwiązanie jest zupełnie nielogiczne, niezrozumiałe, kuriozalne i po prostu brzydkie. Niestety, jak się niedługo przekonamy taka metoda stosowana jest w całej Tajlandii. Na biednych uliczkach, w otoczeniu wieżowców, nad kanałami, wzdłuż pól ryżowych. Setki, tysiące kilometrów kabli.

Ciekawostka. Jedna z tych dzięki którym doceniam, że żyję w nieco inaczej zorganizowanym kraju :)

 

The following two tabs change content below.

Ostatnie wpisy Marta (zobacz wszystkie)

2 przemyślenia na temat “MIGAWKA: Plątanina kabli w Bangkoku”

  1. ~waldemar_pasinski pisze:

    Bangkok od mniej pocztówkowej strony bardziej przemawia do mojej wyobraźni, niż foldery turystyczne. Wiszące kable więcej mówią o mieszkańcach, niż fachowe przewodniki. Kilka lat temu zaprzyjaźniony Witek zwiedzał Mumbaj, czyli Bombaj. Fotografował piękną architekturę osmalonych pożarami hoteli. Kiedy spytałem, czy tam nikt nie dba o przepisy przeciwpożarowe, odpowiedział, że to czarne to nie sadza po pożarze, lecz… glony. Otóż w porze monsunów wilgotność powietrza jest tak duża, że wszędzie pojawiają się żyjątka, które w porze suchej i słonecznej wysychają, tworząc na powierzchni czarne zacieki jak po okopceniu ogniem.

    1. Marta pisze:

      W Tajlandii wygląda to bardzo podobnie – nawet nowe domy po porze deszczowej wyglądają jak rudery. Widziałam te czarne nacieki na wielu budynkach, nie wiedziałam jednak, że to glony.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Facebook 0 Google+ 0 0 Flares ×